Niestety już marzniemy w mocno jesiennym Krakowie, ale może te wspomnienia troszkę nas ogrzeją, w te już prawie zimoe dni. Podobno jutro ma padać śnieg...
Cypryjskie ostatki, były ostatkami z prawdziwego zdarzenia ;)
W poniedziłek wieczorem Mariusz-Mikołaj uraczył nas masarzem misami himalajskimi (tybetańskimi). Mogłyśmy fizycznie poczuć czym jest dźwięk- niesamowite doświadczenie.
Mając, więc w zasięgu tak niecodzienny instrument postanowiłyśmy nagrać z Pauliną kilka improwizacji. Poza misami, do naszych niecnych celów, wykorzystałyśmy jeszcze flet pasterski- polskiego pochodzenia.
Zanim jednak zrobiłyśmy sobie sesyjkę nagraniową Mariusz zabrał nas do kanionu znajdującego się blisko Polis.
Ostatni dzień, czyli środa, to najpiękniejsze podsumowanie naszego wyjazdu.
Rano pożegnanie ze skałami. Tu muszę się pochwalić, bo padły moje pierwsze "szóstki", a dokładnie 6a i 6a+ :)
Kacha-kiełbacha zrobiła 5b bez bloku. Cóż to była za roadość :)
Na koniec naszego pobytu na wyspie dostałyśmy wspaniały prezent od Pawła i Caroline w postaci jazdy konnej w terenie!!!!!!!!!!!!!!!
Na sam koniec pomogłyśmy jeszcze wysprzątać końskie boksy z...łajna ;)
Dziękuję jeszcze raz wszystkim za ten wspaniały czas. Mariuszowi i Pawłowo za zorganizowanie nam tak wspaniałych wakacji, a Paulinie i Kasi za najlepsze towarzystwo pod słońcem.
Całusy dla moich Cori :*:*:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz