Pierwszy dzień upłynął dość sennie. Udałyśmy się jedynie na zakupy do tutejszego marketu Papantonio. Miałyśmy w planach kupić tylko produkty na naleśniki, a nakupiłyśmy zapasów jak na wojnę...a do tego znalazłyśmy cud w postaci elektronicznego fortepianku i nie omieszkałyśmy zrobić sobie z nim kilku fotek:)
Następnego dnia udałyśmy się do Pafos pooglądać mozaiki z II w.n.e. oraz poprzechadzać się bajeczną plażą usianą licznymi punktami odpoczynkowymi w kształcie... IsaHarp;)
Kolejny dzień to pierwsze upragnione leżenie plackiem na dzikiej plaży tuż przy domu oraz pierwszy dzień w tutejszych skałach- pisakowcach. Wszystkie jesteśmy zachwycone tutejszym wspinaniem.
W piątek udałyśmy się na plażę Afrodyty- wg mitów to ponoć na tej plaży wynurzyła się z piany morskiej bogini. Później poszłyśmy pomoczyć palce od stóp w łaźniach Afrodyty. Ponoć jeżeli umyje się w tym źródle będzie się wiecznie młodym i pięknym...jednak zważając na to, że teraz wypróżniaję się tu kozy nie odważyłyśmy się zanurzyć więcej niż tylko palec u nogi;)
Sobota to cały dzień wspinania, a dziś...
...rozpoczęło się od Mszy Św. w Ortodoksyjnym Kościele Cypryjskim. Niesamowite doświadczenie. Pierwszy raz byłyśmy innowiercami. Później droga na skróty w skały, czyli jazda po górzystym wybrzerzu Cypru aż do plaży Lara na dachu Landrover'a. CZAD!!!
Jutro czeka nas zasłużony odpoczynek po takiej ilości wrażeń- smażenie się na plaży...
Pozdrawiamy wszystkich z zimowego (jedyne 35 stopni) Cypru...
Ania, Paulina i Kasia :*
Super super super!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę wakacji!
Bawcie się dobrze :)
m